The Best of 2016

Rok 2016 zostanie zapamiętany jako jeden z najważniejszych we współczesnej historii muzyki rozrywkowej. Niestety nie tylko ze względu na pozytywne wydarzenia. Jego początek przywitał nas fantastycznym albumem Davida Bowiego . Niespełna dwa dni później nadeszła informacja o jego śmierci. Wydarzenie to było na tyle istotne dla mnie personalnie, że Brytyjczyk był jedną z najważniejszych postaci, jeśli chodzi o moją edukację muzyczną i artystyczną w ogóle. Później nadszedł czas na niespodziewane odejście Prince’a – amerykańskiej legendy, o której piszę doktorat. Pod koniec roku po raz kolejny trzeba było się zmagać z trudną informacją, tym razem mówiącej o śmierci ikony muzyki kanadyjskiej, Leonarda Cohena, będącego postacią, która wywarła ogromny wpływ na to jak postrzegam estetykę muzyczną. Kwestia tragiczności 2016 roku była dość szeroko omawiana przez krytyków, którzy starali się podsumować, to co się działo podczas ostatnich kilkunasu miesięcy. Pod względem muzycznym można wręcz przyjąć, że był to koniec pewnej ery.

cw9bai5vqaae0lf

To jednak nie zmienia faktu, że poza dramatycznymi wiadomościami, mogliśmy się cieszyć także fantastycznymi wydawnictwami. Jak co roku było ich tak dużo, że z trudem można było za wszystkim nadążyć. Na listach przebojów królował głównie Justin Bieber, The Chainsmokers, Drake i Rihanna, z głowy nie można było wyrzucić Can’t Stop the Feeling, na scenę powrócili Guns N’ Roses w (prawie) oryginalnym składzie, Beyonce dała kontrowersyjny koncert w przerwie Super Bowl, Kanye West wciąż był Kanye Westem, wydając przez kilka miesięcy swoje The Life of Pablo, a dochody sprzedaży winyli po raz pierwszy w historii wyprzedziły te, pochodzące z dystrybucji internetowej.  Działo się.

Jeśli ktoś jednak przegapił najważniejsze premiery muzyczne 2016 lub nie sięgnął po wszystkie warte tego pozycje, prezentuję listę moich ulubionych albumów minionego roku. Jak zawsze podkreślam słowo ulubione, nie te, które “obiektywnie” można uznać za najlepsze, najbardziej wartościowe, czy najbardziej zaawansowane artystycznie. Starałem się na bieżąco słuchać wszystkich ważniejszych premier 2016 roku bez względu na stylistykę – mam nadzieję, że udało mi się. Zawsze pojawia się także problem gradacji, bo jakim cudem można zdecydować czy bardziej podobała mi się nowa Metallica czy Ariana Grande. W związku z tym kolejność dość często jest wręcz izuloryczna i bardzo umowna. Lepiej traktować ją jako zestawienie albumów, które prostu warto przesłuchać. Bo o to w moich podsumowaniach głównie chodzi – aby nie zrażać się uprzedzeniami stylistycznymi i polecić płyty, które sam uznałem za dobre, przyjemne, chwytające za serce, bawiące, wartościowe. Prezentuję więc listę 25 moich ulubionych albumów 2016 roku.


25. Preoccupations – Preoccupations

Album, który jest wręcz przesiąknięty energią, rockowym rzężeniem,  transowymi brzmieniami, ujętymi w eksperymentalne ramy. Dzieło trudne, wymagające i robiące ogromne wrażenie. Głównie dla zwolenników poprzedniej płyty grupy (znanej wtedy jako Viet Cong), jak również osób z chęcią sięgających po dokonania Sonic Youth lub artystów z kręgu garage rocka, post punku czy art punku.


24. Swans – The Glowing Man

Ostatnia, niestety zdecydowanie najsłabsza część nowego wcielenia Swans, która nie dorasta do pięt The Seer To Be Kind. To jednak nie zmienia faktu, że jest imponująca, a utwory takie jak Cloud of Unknowing, Frankie M, czy The Glowing Man świetnie wpasowują się w koncepcję transowej odmiany grupy. Pozycja dla fanów Swans. Osoby, które chcą rozpocząć znajomość z ich twórczością odsyłam do wcześniej wspomnianych płyt lub ich dokonań z lat 80, a przede wszystkim zachęcam do uczestnictwa w ich fenomenalne koncerty.


23. The Monkees – Good Times!

Pierwszy od dwudziestu lat krążek The Monkees zaskakuje lekkością, pozytywnością, głębią i zaawansowaniem artystycznym. Część utworów została napisana przez takie postaci jak Rivers Cuomo, Ben Gibbard, czy Noel Gallacher, co daje utworom świeżość, łącząc klasykę ze współczesnością. Lekki, wakacyjny album pełny pozytywnych wibracji, słońca, radości i artystycznego kunsztu.


22. Metallica – Hardwired… To Self-Destruct

Prawdopodobnie ich najlepsza płyta od czasu Load. Można się śmiać, że to nie jest zbyt wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę to, co działo się później, ale jednak. Hardwired to głównie świetne riffy, inspirowane zarówno Metallicą, jak i Kill ‘Em All wpasowane w wielowątkowe kompozycje. Jeśli oczekiwaliście kolejnego zawodu, czy przereklamowanego pop-metalu, to pozytywnie się zaskoczycie. Nowy album Kalifornijczyków to miejsce, gdzie usilnie próbują brzmieć jakby znowu byli na początku lat 90. i momentami świetnie im to wychodzi.


21. Villagers – Where Have You Been All My Life?

Mimo, że nie jest to album studyjny w klasycznym tego słowa rozumieniu, to musiał znaleźć się na tej liście. Villagers stworzyli krążek o przepięknym brzmieniu, zmieniając aranżacje swoich utworów z poprzednich płyt, dając im drugie życie. Świetny klimat i zamysł artystyczny sprawił, że mimo wielu rzeczy, do których można się tu przyczepić, to Where Have You Been… od kilku miesięcy wciąż powraca pod igłę mojego gramofonu. Znakomity warsztat piosenkopisarski O’Briena sprawia, że przejmujące folkujące kompozycje tworzą niepowtarzalną atmosferę od pierwszej do ostatniej minuty albumu.


20. Pinegrove – Cardinal

Pozytywne rockowe granie, które poraża tematami i koncepcją artystyczną mimo swojej prostej, domowej formy. Zespołów, które tworzą w tym stylu jest na pęczki, jednak Pinegrove udało się stworzyć coś wyjątkowego, co chwyta za serce z niesamowitą siłą przy użyciu nieskomplikowanych zapadających w pamięć piosenek. Krótki, treściwy, przejmujący krążek dla osób, które lubią proste, ale przemyślane i angażujące rockowe granie.


19. Chance the Rapper – Coloring Book

Coloring Book jest teoretycznie uznawane jako mixtape, ale chyba powinno być brane pod uwagę w każdym zestawieniu najlepszych albumów roku. A to dlatego, że krążek ten brzmi fenomenalnie. Produkcja jest niezwykle dopieszczona, a całości słucha się z poczuciem niezwykłej swobody, lekkości i relaksu.  Płyta ta jest niespełna godziną radości umiejscowionej w konwencji rapu, soulu, gospel i uśmiechu, płynącego ze wspólnego muzykowania.


18. Kanye West – The Life of Pablo

Kanye West po raz kolejny zaszalał i stworzył dzieło, które imponuje rozmachem i rozbudowanym zamysłem artystycznym. Pomijając wszelkie kontrowersje, które wiązały się z tym wydawnictwem, można bez zastanowienia stwierdzić, że The Life of Pablo jest najzwyczajniej w świecie albumem pełnym świetnych kompozycji. Brzmieniem przypomina połączenie 808sMBDTF, gdzie poczucie beznadziei i wypalenia łączy się z rozbuchanym ego wychwalającym własny geniusz.


17. Dawes – We’re All Gonna Die

Solidne, iście amerykańskie, gitarowe granie z nutką folku, alt-country, popu i rocka. Cała płyta trzyma wysoki poziom, piosenki zapadają w pamięć, co powoduje, że z ogromną przyjemnością sięga się po nią jeszcze wiele razy. Świeża, momentami eksperymentalna. Z jednej strony tradycjonalistyczna, ale romansująca z eklektyzmem, łącząc elementy muzyki latynoskiej, southern rocka, czy R&B. Album, do którego wraca się dla radości słuchania.


16. Common – Black America Again

Mnóstwo świetnych pomysłów i kunsztowna produkcja łączą się tutaj z ogromym zaangażowaniem politycznym, od którego Common ostatnio nie stroni. Świetny, na wskroś czarny album, który prezentuje interesujący zamysł artystyczny, zaskakuje znakomitym wyważeniem agresywności i subtelności i naprawdę bardzo, bardzo dobrymi bitami. Mimo swojej długości i cieżaru gatunkowego tekstów nie męczy, a sprawia wrażenie monumentalnego osiągnięcia na miarę nazwiska, którym jest firmowane.


15. Kendrick Lamar – untitled unmastered.

Mimo, że teoretycznie jest to kompilacja, to sprawia wrażenie przemyślanego albumu koncepcyjnego. Kendrick Lamar jest aktualnie królem gatunku rap, który przyzwyczaił nas, że każde jego wydawnictwo, singiel, kompilacja, mixtape czy album, jest ogromnym wydarzeniem. untitled unmastered. jest kolejnym przykładem na wybitny warsztat muzyka, który z każdym rokiem zaskakuje i zachwyca. Album ten ma swoje słabsze i nudniejsze momenty, ale ogólne wrażenie, które pozostaje po ostatnich nutach zmusza do zbierania szczęki z podłogi.


14. PJ Harvey – The Hope Six Demolition Project

Nowy album PJ Harvey sprawia wrażenie kontynuacji jej dokonań z Let Englad Shake, lecz z większym rozmachem, gdzie smutek i refleksja wzbogacona jest przez monumentalność i agresję. Dość kontrowersyjne teksty są tu wzmocnione gigantyczną ilością świetnych pomysłów i znakomitymi melodiami. Masywność aranżacji robi ogromne wrażenie, które podkreśla znane wszystkim doskonale zdolności PJ Harvey do żonglerki emocjami. Świetny album, który mimo tego, że nie dorównuje swojemu poprzednikowi, to serwuje znakomitą dawkę dobrej muzyki, serwowanej przez jedną z najważniejszych artystek w historii rocka.


13. Beyonce – Lemonade

Z początku nie byłem przekonany do tego albumu, jak i do większości twórczości Beyonce, jednak nie sposób odmówić jej wielkości. Lemonade prezentuje dopieszczoną w każdym calu produkcję, która ujawnia wszystkie możliwości artystyczne wokalistki, jednocześnie zarzucając nijakość, którą często dostajemy wraz z perfekcjonistycznym podejściem do muzyki. Jedyne co razi, to wrażenie (którego wciąż nie mogę się pozbyć) braku jednego pomysłu na całość – jak każdy album Beyonce, Lemonade brzmi jak składanka, a nie płyta studyjna. To nie zmienia faktu, że jest to prawdopodobnie jej największe osiągnięcie artystyczne, co udawadniają tak znakomite piosenki jak All NightFreedom, czy Formation.


12. Danny Brown – Atrocity Exhibition

Trudna, ciężka, toporna, agresywna, ale tak niewiarygodnie satysfakcjonująca płyta, że zasługuje na owacje na stojąco. Danny Brown rozwinął skrzydła i zadziały się cuda. Energia, która wydobywa się tu z każdej piosenki przekracza wszystkie normy, udawadniając, że z rapem przy braku jakichkolwiek skrupułów, czy respektu dla konwenansów i z ogromną dawką odwagi można tworzyć rzeczy wybitne. Hardcore hip-hop w swojej najlepszej formie. Album ten nie jest dla każdego – trzeba lubić tego typu muzykę, być zaznajomionym z hip-hopem, albo po prostu bardzo otwartym na nietypowe rozwiązania. Jeśli jednak ktoś zupełnie niezwiązany z taką eksperymentalną formą rapu pozbawi się oporów, związanych z takż ciężkostrawnym rodzajem muzyki i odda się tej energii, to Atrocity Exhibition sprawi, że będzie się chciało wracać do tego typu wrażeń bez końca.


11. Ariana Grande – Dangerous Woman

Trzeci album Ariany Grande to zdecydowanie jedno z najpozytywniejszych zaskoczeń tego roku. Wyrastająca z Disney’owej estetyki wokalistka stoi u progu dojrzałości i względnej samodzielności artystycznej, próbując stworzyć coś na miarę popowego arcydzieła. Trochę jej jeszcze brakuje, ale Dangerous Woman pokazuje niewiarygodny potencjał Amerykanki. Takie piosenki jak Into YouKnew Better / Forever Boy, czy tytułowa Dangerous Woman pokazują na jak wiele ją stać. Miałem ogromne oczekiwania w stosunku do tej płyty, tak samo jak w przypadku nowych dokonań Justina Biebera i Zayna. Tam, gdzie Panowie zawiedli, Ariana Grande triumfowała, prezentując świetnie zaśpiewane imponujące kompozycje, co przyczyniło się do powstania dzieła, które zapowiada wielkie rzeczy w dyskografii młodej wokalistki.


10. Angel Olsen – My Woman

Angel Olsen na swojej trzeciej płycie tworzy przepiękne kompozycje przepełnione smutkiem, ale także nadzieją, a momentami gniewem i desperacją, co umiejscowiła w subtelnej mieszance rocka, gitarowego indie, z delikatną nutką dream popu. My Woman chwyta za serce od pierwszego utworu i nie puszcza aż do ostatnich nut Pops. Prostota tego albumu jest niezwykle wymowna i atrakcyjna, co sprawia, że odbiera się go jako niezwykle szczere i bezpośrednie dzieło, czego chyba najwłaściwszym przykładem jest utwór Shut Up And Kiss Me, będący jednym z najlepszych utworów 2016 roku.


9. Car Seat Headrest – Teens of Denial

Teens of Denial to nic odkrywczego, ot kolejne proste, rockowe, gitarowe granie. Ale jak tego się znakomicie słucha! Will Toledo ma ogromny talent do tworzenia kompozycji prostych, szczerych i rozdzierających serce na dwa. Nie spodziewałem się, że tak proste gitarowe granie może tak świeżo, wręcz innowacyjnie brzmieć. Album ma ogromną moc, świetne teksty, fajne aranżacje pełne brudu i niedoskonałości, złożony przekaz, młodzieńczy pazur i prostotę, nie zatracając jednocześnie zaawansowania artystycznego i świetnego pomysłu na całość. Car Seat Headrest ma niewiarygodnie duży potencjał na dokonanie wielkich rzeczy. Co więcej, mimo tego, że jest to teoretycznie trzynasty album grupy, to jej lider ma dopiero 24 lata. Teens of Denial jest albumem monumentalnym, który poprzez proste, bardzo dosadne gitarowe granie pełne brudu, ogromnych emocji i szczerości sprawia, że słuchacz potrafi utożsamić się z jego treścią.


8. Nick Cave & the Bad Seeds – Skeleton Tree

Ładunek emocjonalny, którego można doświadczyć na Skeleton Tree jest prawdopodobnie silniejszy od jakiejkolwiek innej płyty minionego roku. Kontekst ogromnych osobistych dramatów Nicka Cave’a, związanych z tragiczną śmiercią jego nastoletniego syna bezsprzecznie odcisnął ogromne piętno na tym, co można tu usłyszeć. Album, który kontynuuje eksperymentalne epizody z Push the Sky Away i rozszerza je praktycznie na całość materiału, sprawia, że poczucie straty bliskiej osoby, a co za tym idzie smutku, desperacji i bezsilności nie odstępuje słuchaczy przez wszystkie 9 utworów.  Nick Cave & the Bad Seeds mają jednak niesamowity dar, który powoduje, że mimo eksperymentalnego charakteru płyty, jest ona niezwykle przystępna i w bezpośredni i bardzo dosadny sposób przekazuje dokładnie te emocje, których mogliśmy się spodziewać. Skeleton Tree to płyta głeboka, przepełniona emocjami, eksperymentalna, wyrazista, o ogromnej wartości artystycznej, a przy tym pozostająca subtelna i intymna.


7. A Tribe Called Quest – We got it from here… Thank you 4 Your service

Wielki powrót, a zarazem znakomite pożegnanie legendarnej amerykańskiej grupy. Wiadomo było, że po śmierci Phife Dawga nie będzie możliwości dalszej działalności ATCQ – We got it from here… miał być i jest ostatnim albumem formacji. I to jakim. Panowie sprezentowali nam politycznie zaangażowane teksty, znakomite aranżacje, wyśmienita produkcja, zaskakujące rozwiązania, duch East Coast rapu, wykorzystanie dziedzictwa jazzowego, nietuzinkowe sample, czy zachwycające występy gościnne prawdziwej plejady gwiazd współczesnej muzyki rozrywkowej. Całość tworzy album, obok którego nie można przejść obojętnie. Jego długość (nieco ponad godzina muzyki na dwóch krążkach) może z poczatku przytłaczać, jednak po kilku przesłuchaniach pozostaje tylko uśmiech i poczucieobcowania z wielkim dziełem.


6. Solange – A Seat at the Table

Bogate, różnorodne, monumentalne, a przy tym niezwykle subtelne dzieło. Solange udowodniła, że jest wielką artystką prezentując album na miarę największych osiągnięć neo-soulu i R&B ostatnich lat. W pewnym sensie swoim bogactwem przypomina mi To Pimp a Butterfly Kendricka Lamara, gdzie w każdym utworze i za każdym przesłuchaniem można znaleźć coś nowego, co sprawia, że cały album jest niezwykle satysfakcjonującym doświadczeniem. Jednocześnie, A Seat at the Table słucha się z niewiarygodną przyjemnością. Ogromna ilość utworów nie przytłacza (a jest ich aż 21), przerywniki świetnie strukturyzują całość przedsięwzięcia, powodując, że  51 minut mija aż za szybko. Całość wspaniale i subtelnie płynie, ukazując za co można uwielbiać nowoczesny neo-soul. Nie ulega wątpliwości, że Solange nagrała album wybitny, taki, który być może definiuje całą karierę.


5. Sturgill Simpson – A Sailor’s Guide to Earth

Strugill Simpson już na swojej poprzedniej płycie pokazał jakimi ogromnymi umiejętnościami kompozytorskimi dysponuje. Metamodern Sounds in Country Music  był albumem odważnym i dość niecodziennym na scenie country. Na A Sailor’s Guide to Earth amerykański muzyk puszcza wodze fantazji i pokazuje wszystko, na co go stać, tworząc fenomenalne wręcz kompozycje, które dają to, co w country najlepsze. Znakomite teksty i kunsztowna praca songwriterska sprawia, że cała płyta brzmi jak opowieść, gdzie każda piosenka jest swego rodzaju rozdziałem z wiodącym motywem przewodnim. Co najmniej cztery utwory z dziewięciu w sumie zasługuje na pretendowanie do miana piosenki roku. Nawet jeśli ktoś na co dzień nie przepada za country, to Simpson udowadnia jak bardzo różnorodny jest to gatunek i jak dużo ma do zaoferowania. Łączy tu bowiem elementy klasycznej jego odmiany (Breakers Roar), z R&B, southern rockiem (Call to Arms), niecodzienną interpretacją wielkich hitów (In Bloom Nirvany), bluesem (Brace for Impact (Live a Little)), czy imponującymi i monumentalnymi balladami (All Around). Przez dłuższy czas zastanawiałem się wręcz czy nie umieścić dzieła Strugilla Simpsona na pierwszym miejscu tej listy, co dałoby się bez najmniejszego problemu obronić.


4. Radiohead – A Moon Shaped Pool

Jeden z moich ulubionych albumów Radiohead. Połączyli tu najlepsze cechy In Rainbows, Kid A i OK Computer, prezentując swój potencjał do tworzenia fenomenalnych ballad, odważnej produkcji i imponujących aranżacji. Odwrót od przesterowanych gitar spowodował, że powstał album subtelny, triumfujący w swojej wymownej delikatności, przy jednoczesnej agresywności zbudowanej na monumentalnych aranżacjach. Przepiękna, wgniatająca w fotel, przejmująca, momentami zatrważająca płyta, nie tylko dla fanów brytyjczyków, którzy po raz kolejny udowodnili, że są niezwykle odważnymi artystami, pozostając wiernymi swojemu specyficznemu stylowi.


3. David Bowie –

Wielkie pożegnanie Davida Bowie, naprawdę wielkie. Mimo tego, że na początku nie byłem przekonany do  jako albumu, to wraz z kolejnymi miesiącami coraz bardziej do mnie przemawiał. Mroczna, eksperymentalna płyta, która być może nie do końca wykorzystuje swój potencjał, ale fantastycznie sprawdza się jako podsumowanie twórczości brytyjskiej ikony. Tytułowy utwór to bezsprzecznie najlepsza kompozycja mijającego roku, która na stałe zapisze się w kanonie autora. W pewnym sensie nadaje ona ton całej reszcie piosenek, które kontynuują jej mroczny i eksperymentalny charakter, łącząc elementy jazzu, rocka i elektroniki. Każda kompozycja to indywiduum, monumentalny byt, który jednak nie działa tu odosoniony, bo dopiero jako całość wszystkie siedem utworów pokazuje jak wielkie jest to dzieło. Nie jest to płyta prosta, która zachwyca za pierwszym razem, ale potrzeba czasu do oswojenia jej specyficznej estetyki. Ja się oswoiłem i zachwyciłem, choć dopiero kilka miesięcy po premierze.


2. Leonard Cohen – You Want It Darker

Cohen pod koniec życia wydał trzy fenomenalne płyty: Old IdeasPopular Problems You Want It Darker. Każda z nich była na niezwykle wysokim poziomie, prezentując kunszt kompozytorski i tekściarski kanadyjczyka, ale to ta ostatnia jest nie tylko najlepsza, ale także fantastycznie podsumowuje jego przebogatą karierę muzyczną. Z pomocą Patricka Leonarda i Adama Cohena stworzony został krążek, który serwuje klasyczną, mroczną wersję Cohena, która objawia się zarówno w tekstach, jak i muzyce. Całość faktycznie brzmi jak pożegnanie monumentalne, zabawne, autoironiczne, sentymentalne, nostalgiczne i niezwykle przejmujące. Wspaniałe zwieńczenie godne kariery jednego z największych.


1. Frank Ocean – Blonde

Nigdy nie byłem wielkim fanem Franka Oceana, ale kiedy zacząłem zastanawiać się jaka płyta zasługuje na zdobycie pierwszego miejsca na tej liście, to Blonde wydała się jedynym słusznym wyborem. Album ten jest niezwykle przejmujący, głęboki tekstowo, muzycznie wysublimowany, artystycznie przemyślany. Minimalistyczne aranżacje brzmią fenomenalnie, idealnie komponując się ze świetnym wokalem Oceana i jego tekstami. Pięknie widać, że Blonde została pomyślana jako zwarta całość z bardzo wyraźnym, specyficznym klimatem kontemplacji, melancholii, nadziei, odprężenia, perfekcyjnie wyrażonej poprzez eksperymentalne ujęcie R&B, przypominające bardziej pejzarze dźwiękowe niż klasyczne ujęcie tego gatunku. Blonde jest niesamowicie imponującym albumem, na wskroś emocjonalnym i poruszającym.


Pełna lista:

1. Frank Ocean – Blonde
2. Leonard Cohen – You Want It Darker
3. David Bowie – ★
4. Radiohead – A Moon Shaped Pool
5. Sturgil Simpson – A Sailor’s Guide to Earth

6. Solange – A Seat at the Table
7. A Tribe Called Quest – We got it from here… Thank you 4 Your service
8. Nick Cave & the Bad Seends – Skeleton Tree
9. Car Seat Headres – Teens of Denial
10. Angel Olsen – My Woman

11. Ariana Grande – Dangerous Woman
12. Danny Brown – Atrocity Exhibition
13. Beyonce – Lemonade
14. PJ Harvey – The Hope Six Demolition Project
15. Kendrick Lamar – untitled unmastered.

16. Common – Black America Again
17. Dawes – We’re All Gonna Die
18. Kanye West – The Life of Pablo
19. Chance the Rapper – Coloring Book
20. Pinegrove – Cardinal

21. Villagers – Where Have You Been All My Life?
22. Metallica – Hardwired… To Self Destruct
23. The Monkees – Good Times
24. Swans – The Glowing Man
25. Preoccupations – Preoccupations


Warto także posłuchać:

Alicia Keys – HERE
Anderson .Paak – Malibu
Anohni – Hoplessness
Bon Iver – 22, A Milion
Childish Gambino – “Awaken, My Love!”
Drive-by Truckers – American Band
Explosions in the Sky – The Wilderness
Giraffe Tongue Orchestra – Broken Lines
Green Day – Revolution Radio
Hamilton Leithauser + Rostam – I Had a Dream You Were Mine
Iggy Pop – Post Pop Depression
James Blake – The Colour in Everything
Katie Melua – In Winter
Miranda Lambert – The Weight of These Wings
Nicolas Jaar – Sirens
Ryley Walker – Golden Sings That Have Been Sung
Savages – Adore Life
The 1975 – I like it when you sleep, for you are so beautiful yet so unaware of it
The Drones – Feelin Kinda Free
The Jezabels – Synthia
The Lumineers – Cleopatra
Weezer – White Album
YG – Still Breezy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s