The Best of 2014: Albums

Tak jak w zapowiedzi, prezentuję 25 moich ulubionych albumów 2014 roku. Nie uwzględniałem płyt koncertowych (przykro mi LCD Soundsystem…), kompilacji, EPek, ani reedycji. Brałem pod uwagę jedynie albumy długogrające opublikowane od 1 stycznia do 31 grudnia 2014 roku. Raz jeszcze, to nie są płyty najlepsze, ale te, które wydały mi się najciekawsze, najbardziej wartościowe, ulubione; płyty z którymi miałem największy kontakt i najlepszą relację w mijającym roku. Zdaję sobie sprawę, że dobór może być nieco kontrowersyjny, ale może przynajmniej dzięki temu odkryjecie jakieś nowe płyty, o których nie słyszeliście wcześniej.

25. Eels – The Cautionary Tales of Mark Oliver Everett

A1a+QtOtnZL._SL1500_

The Cautionary Tales of Mark Oliver Everett to właśnie jeden z tych albumów, które może i nie są wybitne od początku do końca, nie zbierają wszystkich możliwych nagród, a krytycy się nimi nie zachwycają, ale jest po prostu śliczny. W przeciwieństwie do Wonderful, Glorious z zeszłego roku, tu przeważa delikatność i spokój. Nie ma tu rzężących gitar, krzyków, wariowania, a raczej relaks i refleksja. Piosenki są dopracowane kompozycyjnie, nieźle wyprodukowane, co daje po prostu dobry album. A poza tym wydaję mi się, że Everett nasłuchał się mnóstwa utworów Toma Waitsa przed sesjami nagraniowymi, co dla mnie, oddanego fana Waitsa, było znakomitą informacją.

Warto posłuchać: “Parallels”, “Lockdown Hurricane”, “Where I’m Going”

24. Death From Above 1979 – The Physical World

Death_From_Above_The_Physical_World_album_art

Jest moc, jest siła, jest uderzenia, są genialne wykonania i, przede wszystkim, są po prostu znakomite piosenki. Agresja i intensywność muzyki miesza się tutaj z bardzo dobrymi kompozycjami, chwytliwymi melodiami, które zapadają w pamięć. Jest to niewątpliwie kontynuacja dzieła, które DFA1979 nagrali 10 lat temu na swoim słynnym (czasami nazywanym już legendarnym) debiutanckim albumie You’re A Woman, I’m A Machine. Jako kontynuację nie rozumiem jednak drugiej części tego samego dzieła, lecz krok naprzód. Kanadyjski duet rozwinął się przede wszystkim kompozycyjnie, piosenki są tu po prostu lepsze, momentami znakomite, czy nawet poruszające jak fantastyczna piosenka finałowa “The Physical World”.

Warto posłuchać: “Right On Frankenstein”, “Trainwreck 1979”, “The Physical World”

23. Foster the People – Supermodel

81shll5iktl-sl1500-1394817085

Co z tego, że praktycznie nikomu się ta płyta nie podobała. Mi tak. Może za bardzo mi tęskno do kolejnego wybitnego dzieła na miarę Lonerism Tame Impali, czy najlepszych płyt w karierze The Flaming Lips, ale co z tego. Na Supermodel są po prostu świetne piosenki, których świetnie mi się słuchało. Nie ma tu żadnej innowacji, ale kto by się tym przejmował. Sam odczuwałem ogromną przyjemność ze słuchania tych kilkunastu utworów, mimo, że czasami trochę się powtarzali, troszkę przesadzali. W gruncie rzeczy dobrze się bawiłem przy tych kompozycjach, a to chyba najważniejsze.

Warto posłuchać: “Coming of Age”, “Pseudologia Fantastica”, “Best Friend”

22. Foo Fighters – Sonic Highways

2mydok5

Każda piosenka nagrana w innym mieście, opowiadająca historię lokalnej sceny muzycznej z udziałem tamtejszych muzyków. Koncept bardzo ciekawy, zwłaszcza, że równocześnie do albumu powstawał serial dokumentalny o samym procesie nagrywania. Z każdą piosenką moje nadzieje wzrastały, aż do momentu, kiedy udostępniono całą płytę, kiedy usłyszałem drugą część albumu, która szczerze mówiąc jest średnia. To jednak nie zmienia faktu, ze Sonic Highways jako takie jest krążkiem bardzo porządnym, zwłaszcza pierwsze 3-4 utwory. Teksty czasami są trywialne, ale muzycznie Grohl dał z siebie wszystko, no, może poza ostatnim utworem. Niemniej, płyta naprawdę dobra. Warto posłuchać chociażby dla wartości dokumentalnych tego dzieła i dla kilku naprawdę genialnych kompozycji.

Warto posłuchać: “Something From Nothing”, “The Feast and The Famine”, “Congregation”

21. Pink Floyd – The Endless River

713FDVjpbqL._SL1500_

Jako oddany i wierny fan Pink Floyd z okresu liceum bardzo się bałem tej płyty, bałem się, że będzie koszmarna i tym beznadziejnym akcentem zakończy się historia wielkiego zespołu. No bo wiadomo, jakieś skrawki utworów Wrighta zmodyfikowane przez dwóch innych członków zespołu. Nic dobrego nie mogło z tego wyjść. Myliłem się. The Endless River brzmi jak jedno wielkie jam session, znakomite jam session. Kompozycje przechodzą płynnie z jednej w drugą, wszystkie są bardzo dobrze skomponowane, brzmienie może czasami zbyt a la Vangelis i New Age, ale co z tego. Płyta jest naprawdę dobra, słucha się przyjemnie. Jeśli miałbym określić The Endless River jednym słowem to “płynność” z wszystkimi plusami tego określenia.

Warto posłuchać: “The Lost Art of Conversation”, “Talkin’ Hawkin'”, “Louder Than Words”

20. Taylor Swift – 1989

swift27f-1-web

Pomijając wszystkie kwestie, mówiące jak niesamowicie ważną w historyczną, przełomową i ważną dla biznesu muzycznego płytą byłą 1989 i sama Taylor Swift, to ta płyta jest naprawdę po prostu znakomita. Oczywiście znajdziecie tutaj przebój na przeboju, wszystko pięknie oszlifowane w celu zgarniania najważniejszych nagród i zagrzewania miejsc na szczytach list przebojów. Kiedy jednak odrzuci się te wszystkie sprawy na bok, to dostaniemy solidny album, któremu przyświecała określona idea, pop na najwyższym poziomie. Poza największymi hitami jak “Shake It Off” czy fenomenalny “Blank Space” można tu znaleźć też inne, fantastyczne piosenki schowane gdzieś pod koniec jak klimatyczne “Wildest Dreams”, czy “Clean”. Naprawdę serdecznie polecam, i to nie tylko dlatego, żeby poznać jedną z najważniejszych płyt ostatnich lat dla muzyki rozrywkowej, ale także po to, by po prostu miło spędzić czas przy utworach, które mi osobiście bardzo umiliły uczenie się do kilku kolokwiów.

Warto posłuchać: “Blank Space”, “Out Of The Woods”, “Wildest Dreams”, “Clean”

(tu powinien być streaming Blank Space, ale jak wiadomo, Taylor wycofała swoją dyskografię ze Spotify :C )

19. Damon Albarn – Everyday Robots

Damon_Albarn_-_Everyday_Robots

Solowy debiut jednej z najważniejszych postaci w muzyce XXI wieku. Albarn nagrał już tak dużo wybitnych rzeczy pod tak wieloma szyldami, że do solowego albumu podchodziłem z wielkim namaszczeniem, zwłaszcza, że Gorillaz było swego czasu moim ulubionym projektem muzycznym. Everyday Robots trzymają poziom najlepszych osiągnięć w karierze Albarna. Nie jest to co prawda żadne wielkie, przełomowe i zachwycające dzieło w stylu Demon Days albo Parklife, ale roztacza urok już od pierwszego przesłuchania. Widać tu wpływ praktycznie każdego projektu lidera Blur. Wyciąga z nich po trochu i kompiluje wizytówkę swojego charakterystycznego stylu. Bardzo dobrą i imponującą wizytówkę.

Warto posłuchać: “Lonely Press Play”, “The Selfish Giant”, “You & Me”

18. The War on Drugs – Lost in the Dream

81haPiAN3JL._SL1425_

Bardzo, bardzo długi przekonywałem się do tej płyty. Krytycy praktycznie jednomyślnie okrzyknęli Lost in the Dream jedną z najlepszych, jak nie najlepszą płytą tego roku. Ja natomiast od samego początku nie mogłem usłyszeć Lost in the Dream, tylko wydawało mi się, że słucham Bruce’a Springsteena, Tame Impali, Arcade Fire, Kurta Vile’a i jeszcze raz Bruce’a Springsteena (zwłaszcza z okresu Darkness on the Edge of Town i The River), zmiksowanych razem i podanych na ładnej tacy. Trzeba jednak oddać The War On Drugs, że zaserwowali naprawdę smakowite danie. Zarówno muzyka, jak i głębokie teksty stoją na niesamowicie wysokim poziomie, płyta jest trudna, ale po kilku przesłuchaniach udało mi się odkryć jej wartość i przekonać się do niej. Aktualnie mam do niej stosunek neutralnie pozytywny, niektóre utwory ocierają się o wybitność, inne są przydługie i przekombinowane. Niemniej, jako całość, Lost in the Dream prezentuje się po prostu imponująco.

Warto posłuchać: “Under the Pressure”, “Red Eyes”, “Suffering”

17. Elbow – The Take Off and Landing of Everything

71jsWZZ2wnL._SL1400_

Po Build A Rocket Boys!, a zwłaszcza po genialnym utworze “The Birds” nadzieje na kolejne dzieła Elbow były ogromne. Po pierwszym przesłuchaniu nie było jednoznacznego zachwycenia z mojej strony. na The Take Off… jest kilka znakomitych momentów, całość od razu nie kradnie serca, ale tak jak w większości twórczości Elbow, ich płyty są lepsze za każdym przesłuchaniu. Jak zwykle teksty są znakomite, kompozycje rozbudowane, złożone i dość skomplikowane, ale nie nazbyt przekombinowane. Panowie naprawdę się postarali i stworzyli wyjątkowy album, ale tak jak w przypadku każdej płyty Elbow trzeba przesłuchać, żeby zrozumieć, najlepiej kilka razy.

Warto posłuchać: “This Blue World”, “Charge”, “Fly Boy Blue / Lunette”

16. Mark Lanegan Band – Phantom Radio

91C+Ut4nykL._SL1500_

Nowy album Marka Lanegana z zespołem jest mroczny, wkręcający i niezwykle charakterystyczny. Jego specyficzne brzmienie i bardzo dobre kompozycje dają w połączeniu z chrapliwym głosem lidera grupy niesamowitą mieszankę. Na początku jakoś nie byłem wybitnie zachwycony Phantom Radio, ale po przesłuchaniu jej kilkanaście razy (w dużej mierze pod rząd) całkowicie zmieniłem zdanie. Płyta ta zapada w pamięć brzmieniem, mrokiem i interesującym klimatem. Warto nie ograniczać się do podstawowej wersji płyty, bo odrzuty są tak samo ciekawe jak materiał, który znajdziecie na samym krążku.

Warto posłuchać: “Harvest Home”, “Floor of the Ocean”, “Death Trip To Tulsa”, “Smokestack Magic” (utwór z wydania Deluxe)

15. Caribou – Our Love

caribou-our-love

Caribou kontynuuje serię wydawania znakomitych albumów. Po albumie Andorra i Swim przyszedł czas na długo wyczekiwany Our Love. Płyta jest bardzo przyzwoitym przykładem ewolucji projektu. Mamy tutaj coś pomiędzy piosenkową Andorrą, a transowym Swim, a połączenie tych dwóch kierunków, wraz z wszystkimi plusami i minusami tego zabiegu zagrało bardzo dobrze. Kilka utworów robi naprawdę ogromne wrażenie, a zwarta całość świetnie prezentuje się gdy słucha się jej od początku do końca. Charakterystyczne brzmienie Caribou zostało zachowane, moc pozostała niezmienna. Wystarczy poczekać na trasę koncertową, bo dopiero wtedy płyta ta nabierze pełnego wymiaru.

Warto posłuchać: “Can’t Do Without You”, “Silver”, “Our Love”, “Your Love Will Set You Free”

14. The Afghan Whigs – Do to the Beast

Whigs_cover_noband

Przyznam się bez bicia, że nie znałem The Afghan Whigs przed posłuchaniem Do To The Beast. Wiedziałem o istnieniu takiej grupy, wiedziałem mniej więcej co grają, ale nigdy nie przyglądałem się im szczególnie. Ich nowy krążek jednak zachwycił mnie od pierwszego posłuchania. Czytałem opinie, które mówiły o tym, że to nie ich najlepsza płyta, nawet nie w czołówce, ale co z tego. Jest tu mnóstwo znakomitych utworów, które tworzą po prostu bardzo solidny album. Kompozycyjnie mamy tutaj najwyższy poziom, a na dodatek słucha się tego z niezwykłą przyjemnością. Jedna z najlepszych rockowych płyt tego roku, bez żadnych wątpliwości.

Warto posłuchać: “Parked Outside”, “Matamoros”, “The Lottery”, “These Sticks”

13. Jack White – Lazaretto

A1P4mqP3h9L._SL1500_

White już wiele razy udowodnił, że może być bezsprzecznie uznawany za jedną z najważniejszych postaci we współczesnej muzyce. The White Stripes, The Dead Weather, The Raconteurs, a teraz solowy projekt przyniósł mu uwielbienie fanów i krytyków. Jeśli o mnie chodzi z wszystkich ten ostatni uznaje za najbardziej kontrowersyjny. Lazaretto, tak samo jak Blunderbuss, jest bardzo dobra, piosenki są zrobione świetnie, wszystko pasuje, jest fajnie, jest moc i energia, ale jednak czegoś tu brakuje, a raczej czegoś tu za dużo – przeintelektualizowania. Wiadomo, Lazaretto to płyta dość prosta, ale jednak zbyt dużo tu kombinowania, za dużo White chciał wcisnąć wszędzie, przez co chyba projekt ten troszkę mnie przytłacza. To nie zmienia faktu, że jest to album niezwykle interesujący i bogaty w świetne kompozycje, a dla fanów White’a może być znakomitym krążkiem. Ogromnym plusem dla mnie jest zwrot w kierunku połączenia alt-country z garage rockiem, co w dużej mierze wychodzi autorowi bardzo dobrze.

Warto posłuchać: “Lazaretto”, “Temporary Ground”, “High Ball Stepper”, “Would You Fight For My Love?”

12. Manic Street Preachers – Futurology

81-LyCN5NJL._SL1500_

Manic Street Preachers to fascynujący zespół. Prawie co roku wydają naprawdę znakomite płyty, jednak z pewnego niewiadomego powodu są pomijani i niedoceniani. Ich ostatnie 3-4 albumy to wspaniałe dzieła, przebojowe, solidne, momentami genialne. Z Futurology nie jest inaczej. Komponowana jako przeciwieństwo Rewind the Film z zeszłego roku (też genialnej swoją drogą), jest nowoczesna, przebojowa, dynamiczna, jak zawsze bardzo dopracowana i przemyślana. Nie ma tu może wielkich przebojów, czy hitów z list przebojów, ale jest sztuka. Bardzo cieszy, że Futurology pojawiła się na kilku znaczących podsumowaniach roku na wysokich pozycjach. Sam z roku na rok coraz bardziej lubię Manic Street Preachers, a ich najnowsza, świetna, lekka, przyjemna, ale wcale nie łatwa płyta zdecydowanie ułatwia to zadanie.

Warto posłuchać: “Walk Me To The Bridge”, “Let’s Go To War”, “Europa Geht Durch Mich”, “Sex, Power, Love and Money”

11. Fucked Up – Glass Boys

FuckedUp-GlassBoys-CoverArt

Odwieczne pytanie – jak nagrać kolejny dobry album, kiedy ma się w karierze prawie same genialne? Fucked Up poradziło sobie z tym zadaniem na tyle znakomicie, że w opinii wielu nagrali najlepszy krążek w swojej karierze. Faktycznie, Glass Boys jest może i niepozorne. W sumie każdy album byłby niepozorny po czymś takim jak David Comes to Life (przyp. rock opera składająca się z 4 aktów, trwająca ponad 77 minut). Mimo to, nowy album kanadyjskiej grupy nie odstępuje swojemu poprzednikowi. Jak zwykle w przypadku Fucked Up to nie sama muzyka jest najważniejszym aspektem, a teksty, teksty i jeszcze raz teksty. Lider grupy, Pink Eyes, serwuje nam niesamowicie głębokie refleksje na temat tożsamości artysty, próby zmieniania świata, samego punk rocka, zmian pokoleniowych i wielu, wielu innych. Ciężko to samemu wytłumaczyć, trzeba po prostu posłuchać. Rozumiem, że hardcore nie dla wszystkich jest gatunkiem znośnym, ale dla najwybitniejszych współczesnych (zdecydowanie) przedstawicieli tego stylu trzeba zrobić wyjątek, naprawdę warto.

Warto posłuchać: “Echo Boomer”, “Led By Hand”, “Glass Boys”

10. Beck – Morning Phase

beck-morning-phase-cover

To była chyba jedna z pierwszych płyt, których posłuchałem w 2014 roku i od razu trafiła na szczyt. Pod koniec nieco spadła, ale kto by się tym przejmował. Jak na każdą płytę Becka, na tą czekałem z wielką niecierpliwością i nie zawiodłem się. Jest pięknie, spokojnie, lirycznie, odprężająco, a jednocześnie nie ma najmniejszego uszczerbku na mocy przekazu. Być może Morning Phase jest smętne, rozciągnięte i bez werwy, ale piękno samych kompozycji przyćmiewa wszystkie niedociągnięcia. Klimat jest nie do podrobienia, aranżacje zrobione z wielką dbałością o szczegóły, a kompozycyjnie Beck ociera się tu o geniusz. Jest po prostu pięknie.

Warto posłuchać: “Morning”, “Unforgiven”, “Turn Away”, “Waking Light”

9. D’Angelo – Black Messiah

BlackMessiah_cover-small

Ok, przyznaję, być może to miejsce nie jest adekwatne do geniuszu tej płyty. Black Messiah zasługuje na te wszystkie wysokie oceny, uwielbienie krytyków całego świata, którzy tylko przerzucają się zachwytami. Faktycznie, płyta ta jest bardzo ważna, i to nie tylko ze względu na jej treść, która jest komentarzem do obecnej sytuacji społeczeństwa amerykańskiego, z ogromnym naciskiem na problemy grupy afroamerykańskiej. Pomijając to wszystko, to ta płyta jest najzwyczajniej w świecie genialnie wyprodukowana, genialnie skomponowana i genialnie wykonana. Nie jest prosta, jest tu dużo eksperymentów i marszu pod górkę, ale przy tym wszystkim słucha się jej zaskakująco dobrze. Jej największym minusem dla mnie jest przerost formy nad treścią. Wszystko jest tu idealne i wyszlifowane do granic możliwości, nie ma marginesu błędu, który w wielu przypadkach daje ten charakterystyczny element wyróżniający wybitne arcydzieła od po prostu bardzo dobrych płyt.

Warto posłuchać: “Ain’t That Easy”, “1000 Deaths”, “Betray My Heart”, “Another Life”

8. St. Vincent – St. Vincent

91rQENRf9oL._SL1500_

Od dawna słyszałem ogromny potencjał u Annie Clark. Praktycznie od samego debiutu przyglądałem się jej karierze z ogromną uwagą. Ostatnimi czasy zaczęła nagrać coraz odważniej i więcej kombinować. Płyta z Davidem Byrnem była potwierdzeniem tej tendencji. W 2014 roku nagrała bez wątpienia swój najlepszy album. St. Vincent jest płytą odważną, eksperymentalną, świetną. Widać, że Annie znakomicie się bawiła komponując i nagrywając. Nie ma tu ograniczeń, konwencje łamią się na każdym kroku, nikt nie cacka się z wygładzaniem czy kompromisami. Sztuka jak się patrzy, a Annie jest artystką wybitną, czy to pod względem śpiewu czy całokształtu. Nic dziwnego, że St. Vincent na wielu zestawieniach najlepszych płyt roku wspinał się na sam szczyt. U mnie może jest nieco inaczej, co nie zmienia faktu, że jest to płyta genialna, skomplikowana, a jednocześnie nie przeintelektualizowana, po prostu świetna.

Warto posłuchać: “Rattlesnake”, “Birth In Reverse”, “Prince Johnny”, “Digital Witness”

7. Run the Jewels – Run the Jewels 2

rtj2lp

W zeszłym roku Run the Jewels rzutem na taśmę wypadli z pierwszej dziesiątki mojej listy najlepszych albumów. W tym roku od pierwszego przesłuchania wiedziałem, że się zmieszczą. Run The Jewels 2 nie tylko dorównuje poziomem wybitnemu debiutowi, ale prześciga go w wielu kwestiach. El-P i Killer Mike są absolutnie fenomenalni, ich rapowanie jest świetne techniczne, znakomicie wpasowane w każdy utwór. To co się dzieje w podkładach to absolutne szaleństwo. Jak dla mnie album ten można spokojnie stawiać na równi good kida, czy MBDTF. Płyta jest króciutka, nieco ponad 38 minut, nie czuć jednak ani przesytu ani niedosytu. Muzyka jest tu tak intensywna, ekspresywna i angażująca, że po przesłuchaniu całości człowiek zastanawia się, czy najpierw zbierać szczękę z podłogi, czy położyć się i wypocząć po tej niesamowitej podróży. Taki hip-hop teraz jest na topie, taki hip-hop powinno się teraz nagrywać – niczym nie skrępowany, artystyczny, hardcore’owy, undergroundowy, intensywny i ekspresyjny. Projekt Run The Jewels ma w sobie to wszystko, i to do potęgi.

Warto posłuchać: “Oh My Darling Don’t Cry”, “Blockbuster Night 1”, “Close Your Eyes (And Count to Fuck)”, “Early”

6. Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra – Fuck Off Get Free We Pour Light On Everything

cst099cover_hiresRGB

Czasami odzywa się we mnie głos fana rzężenia, hałasu, łoskotu, ściany dźwięku, shoegaze’u i innych tego typu stylistyk. Głos ten najdonioślej odezwał się podczas zapoznawania się z najnowszą płytą Kanadyjczyków z Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra. Fuck Off Get Free We Pour Light On Everything to tylko 6 utworów, łącznie trwających niewiele ponad 49 minut. Kompozycje są rozbudowane, wieloczęściowe, zagrane przez 5-osobowy zespół, chociaż brzmi to jak 50-osobowa orkiestra (nazwa mówi sama za siebie). Każdy z utworów, który tu znajdziecie jest swego rodzaju dziełem, co momentami przypomina format największych albumów King Crimson. Słowem kluczowym na całej płycie jest jednak moc, która momentami wręcz rozrywa słuchawki swoim ogromem i monumentalnością, jak w drugiej części tytułowego utworu, a przy okazji nie przytłacza. Jestem bardzo zdziwiony, że tak rzadko Fuck Off Get Free… pojawiała się na podsumowaniach roku. Jak dla mnie jest to dzieło wybitne, a co najważniejsze naprawdę zapadające w pamięć. Warto dać jej trochę czasu, żeby ułożyła się w uszach, bo za każdym przesłuchaniem robi coraz większe wrażenie.

Warto posłuchać: “Fuck Off Get Free (For The Island Of Montreal)”, “Austerity Blues”, “What We Loved Was Not Enough”

5. Leonard Cohen – Popular Problems

Columbia Records Leonard Cohen Popular Problems cover

Leonard Cohen znów to zrobił. Nagrał najlepszą płytę od 22 lat, a to nie oznacza, że przez ten okres nagrywał same słabe rzeczy. Popular Problems to album, na którym w każdej piosence wszystko jest tam gdzie powinno, wszystko gra, wszystko się zgadza, a przy tym jest niesamowicie charakterystyczna. Jeśli dodamy do tego, że Cohen naprawdę popisał się tutaj tekstowo, jak również kompozycyjnie, to daje to znakomity krążek. Wiadomo, twórczość Cohena jest momentami karykaturalna, jest tak również i tu, ale jeśli wyjdzie się poza to, wsłucha się we wszystkie poziomy tych piosenek, to odkryć można praktycznie same pozytywy. Z Old Ideas poprzeczka została postawiona bardzo wysoko, a Popular Problems podniosła się jeszcze wyżej. Stylistycznie jest to kontynuacja poprzedniego krążka z naciskiem na niektóre motywy przewodnie. Już teraz otwarcie możemy mówić o dylogii nowego Cohena. Teraz trzeba czekać na kolejne płyty, bo tą pokazał, że mimo zaawansowanego wieku Kanadyjczyk ma jeszcze wiele do powiedzenia.

Warto posłuchać: “Slow”, “A Street”, “Did I Ever Love You”, “Nevermind”

4. Sun Kil Moon – Benji

Benjisunkilmoon

Prawdopodobnie nie było w tym roku płyty, której słuchałem częściej. I stało się to nie bez przyczyny. Benji jest płytą, która bardzo mocno zapada w pamięć. Piosenki są długie, rozbudowane, opowiadają konkretne historie, mają ogromny ładunek emocjonalny. Bardzo często w przypadku takich albumów istnieje sytuacja, że utwory są po prostu zbyt nieprzystępne, gdyż kładzie się nacisk na samą formę, a nie na jakość, czy pomysł na utwór. Tutaj jest wręcz przeciwnie. Albumu słucha się znakomicie, bardzo często od początku do końca. W dużej mierze Benji jest płytą akustyczną, dodatkowe instrumenty pojawiają się sporadycznie, ale są traktowane raczej jako uzupełnienie fantastycznych kompozycji, które równie dobrze prezentowałyby się w formie całkowicie ascetycznej. Album ten jest poruszający, momentami wzruszający, jednak nie przesadnie melancholijny. To właśnie dlatego warto go posłuchać, żeby wysłuchać tych historii, zmierzyć się z nimi i wystawić się na działanie emocji, które towarzyszą każdej z nich.

Warto posłuchać: “Carissa”, “Truck Driver”, “Pray For Newton”, “Richard Ramirez Died Today Of Natural Causes”, “Micheline”

3. Aphex Twin – Syro

aphex-twin-syro

Już siadając do pierwszego przesłuchania Syro nie traktowałem go w kategoriach “albumu muzycznego”. Jest to raczej swego rodzaju wydarzenie, albo po prostu zbiór eksperymentalnych kompozycji elektronicznych. Nie ma też z drugiej strony co popadać w jakiś wzniosły ton, że “czekaliśmy na ten album dobre kilkanaście lat”, “Mozart współczesnej muzyki przemówił” itd. Hype przed premierą, jak również po był przeogromny, więc zabrałem się do słuchania z ogromną rezerwą i od pierwszego utworu coś zaskoczyło i trzymało do końca. Dołączyłem więc do grupy osób uwielbiających Syro. Album ten oczywiście jest szalenie ciężki i skomplikowany, ale chyba najbardziej przystępny w całej dyskografii Richarda D. Jamesa. Aphex wariuje tu na każdym kroku, kombinuje do granic możliwości, zachowując jednocześnie melodyjność i utrzymując słuchacza w napięciu i zaciekawieniu.  Syro może i nie zasługuje na miano dzieła epokowego, ale jest to bez wątpienia ogromne osiągnięcie i kolejny klasyk w historii muzyki elektronicznej.

Warto posłuchać: “minipops 67 [120.2]” (source field mix), “XMAS_EVET10 [120]” (thanaton3 mix), “CIRCLONT6A [141.98]” (syrobonkus mix), “CIRCLONT14 [152.97]” (shrymoming mix)

2. Swans – To Be Kind

to-be-kind-1399043971

Swans ze swoim wielkim powrotem do znakomitej formy kilka lat temu zrobili wokół siebie niemało szumu na eksperymentalnej scenie. Jeszcze więcej zaczęło się o nich mówić po wybitnym The Seer z 2012 roku. Płyta została okrzyknięta przełomem, arcydziełem i wszystkimi możliwymi pozytywnymi określeniami, które pasowały do muzyki eksperymentalnej. Jako osoba, której The Seer niesamowicie przypadł do gustu, strasznie czekałem na kolejny album studyjny, zwłaszcza, że dużą część nowego materiału udało mi się usłyszeć na dwóch koncertach w ramach trasy promującej poprzedni krążek. No i doczekałem się. To Be Kind nie ustępuje rozmachowi swojemu poprzednikowi, jest ta sama moc, trans i przerażające szaleństwo. Album ten jest jednak o wiele bardziej przystępny i nieco mniej eksperymentalny,  co wcale nie jest minusem. Płyta ta jest po prostu inna, świetnie pokazuje ewolucję zespołu mimo wielu dekad na scenie. Kto nie zna Swans powinien w pierwszej kolejności sięgnąć właśnie po To Be Kind. Te 10 utworów, dające łącznie 121 minut muzyki to naprawdę wielka uczta i, jak zwykle w przypadku Swans, przeżycie iście metafizyczne. Każdy powinien czegoś takiego doświadczyć (jak również pójść na ich koncert, bo tam wszystko jest jeszcze większe).

Warto posłuchać: “A Little God In My Hands”, “Bring The Sun/Toussaint L’Overture”, “She Loves Us”, “Oxygen”

1. Sharon Van Etten – Are We There

jag255cvrsml

Przepiękna płyta, cudowne i mocne teksty, znakomite aranżacje, mnóstwo emocji i pełna przyjemność ze słuchania. Taka właśnie jest płyta Are We There Sharon Van Etten. Może i smęci, ale za to jak pięknie! Byłem i wciąż jestem zauroczony praktycznie każdym utworem na tej płycie. Zdaję sobie sprawę z tego, że być może nie jest ona do końca idealna, ale o to właśnie chodzi. Czwarta płyta studyjna w karierze amerykanki to nie jej pierwszy sukces. Już dwa lata temu, przy okazji Tramp z 2012 roku zachwycałem się tym, co Sharon jest w stanie zafundować widowni. Na Are We There przeszła samą siebie i stworzyła album, który może wzbudzić zachwycenie na każdym kroku. Piosenki są świetne, brzmienie przystępne i klimatyczne. Czego chcieć więcej. Van Etten zdecydowanie zasługuje na uznanie i ogromny sukces, a swoją najnowszą płytą na pewno się do tego zbliżyła. Bardzo polecam przesłuchanie całości z tekstami przed oczami, bo to kolejny powód dlaczego krążek ten jest tak wyjątkowy. Niektórych razi bardzo specyficzna stylistyka, co w pełni rozumiem, ale z muzyką zgrywa się świetnie. Serdecznie, serdecznie polecam. Do posłuchania w całości lub każdego utworu z osobna. Tak czy inaczej efekt powinien robić wrażenie.

Warto posłuchać: “Taking Chances”, “Your Love Is Killing Me”, “Our Love”, “Every Time the Sun Comes Up”

Lista skrócona:

  1. Sharon Van Etten – Are We There
  2. Swans – To Be Kind
  3. Aphex Twin – Syro
  4. Sun Kil Moon – Benji
  5. Leonard Cohen – Popular Problems
  6. Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra – Fuck Off Get Free We Pour Light On Everything
  7. Run The Jewels – Run The Jewels 2
  8. St. Vincent – St. Vincent
  9. D’Angelo – Black Messiah
  10. Beck – Morning Phase
  11. Fucked Up – Glass Boys
  12. Manic Street Preachers – Futurology
  13. Jack White – Lazaretto
  14. The Afghan Whigs – Do to the Beast
  15. Caribou – Our Love
  16. Mark Lanegan Band – Phantom Radio
  17. Elbow – The Take Off and Landing of Everything
  18. The War on Drugs – Lost in the Dream
  19. Damon Albarn – Everyday Robots
  20. Taylor Swift – 1989
  21. Pink Floyd – The Endless River
  22. Foo Fighters – Sonic Highways
  23. Foster the People – Supermodel
  24. Death From Above 1979 – The Physical World
  25. Eels – The Cautionary Tales of Mark Oliver Everett

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s