Sentymentalizm muzyczny

Guns 'n' Roses, 1992, trasa Use Your IllusionWczoraj wpadłem przypadkowo na krótki tekst Robina Hiltona z NPR, który zastanawiał się w nim nad istnieniem nostalgii wywołanej słuchaniem konkretnej muzyki. Nieco ponad tydzień temu, razem z kolegami z pracy poprowadził audycję radiową na temat wielkich zespołów lat 90. i powrotów niektórych z nich. Warto wspomnieć, że My Bloody Valentine są w tym roku w trasie, Pixies nagrali nowy utwór, Neutral Milk Hotel też dają koncerty, Pearl Jam cały czas nagrywa i niedługo wydaje nowy album, Boards of Canada niedawno wydali znakomity krążek. Idąc tym tropem, Hilton zadaje pytanie o charakter sentymentalizmu muzycznego i pewną część jego specyfiki. Pisze, że powody czemu łezka kręci się w oku kiedy usłyszymy pewne zespoły nie jest rzeczą skomplikowaną. Wszyscy uwielbiamy, a nawet jeśli nie uwielbiamy, to czujemy pewną więź z zespołami, których słuchaliśmy w latach młodości, czy jak to autor pisze w trakcie formative years, lat które kształtowały nasz charakter, nasz gust muzyczny. Tu jednak pojawia się szereg pytań o to czym są lata formujące, czy można mieć sentymentalny stosunek do muzyki, którą poznaliśmy później, i tak dalej. Hilton, zadając te pytania, być może nieświadomie zwrócił jednak uwagę na jedną bardzo istotną kwestię, kwestię aktualnego stanu muzyki rozrywkowej i tego, do czego sentyment będą mieć następne pokolenia.

Smells Like Teen SpiritLata 90. były niesamowicie bogate artystycznie, niesamowicie. Powstawały zespoły, uważane dzisiaj za jedne z najważniejszych w historii muzyki. Chyba każda osoba, która urodziła się około połowy lat 80. i początku lat 90. przyzna, że za każdym razem jak słucha Nirvany, czy Guns ‘n’ Roses to jakieś pokłady pamięci od razu idą w ruch. Osobiście mam także podobny stosunek do takich twórców jak Queen, King Crimson, AC/DC, a to dlatego, że w wieku kilku – kilkunastu lat namiętnie ich słuchałem. O dziwno, większość zespołów, nagrywających w latach 90. przeszła obok mnie niezauważona. Ówczesna scena jakoś mnie zbytnio nie pociągała, na rzecz klasycznych twórców. No, może z drobnymi wyjątkami na Dr Albana i 2 Unlimited. Tu jednak teza autora tekstu sprawdza się. Mam ogromny sentyment do Greatest Hits Queen, Use Your Illusion GNR czy In the Court of the Crimson King King Crimson, przede wszystkim dlatego, że słuchałem ich kiedy formował się mój gust.

Człowiek jednak formuje się całe życie, prawda? Dlatego właśnie na koniec swojego tekstu Hilton zasypuje nas pytaniami do jakich artystów będziemy mieć sentyment mając 60, 80 lat? Do rzeczy, których słuchaliśmy mając 40, 60 lat (biorąc pod uwagę tezę o 20 letniej przewie w społecznych sentymentach)? Tutaj już niekoniecznie mogę prezentować wam wycieczki osobiste, ale powiem wam, że również mam ogromny sentyment do albumów, których po raz pierwszy słuchałem mając… 16-20 lat. Co prawda inny niż do tych, których słuchałem mając 6-8 lat, ale zawsze. Każdy czynnik, niekoniecznie nawet płyta, piosenka czy w ogóle muzyka, to odnośnik do czasów, w których żyliśmy, co tego, co wtedy przeżywaliśmy. Taki wniosek jest oczywistością, ale oczywistością, która może dać odpowiedź na pytanie Hiltona. Tak, będziemy odnosić się z sentymentem, do albumów, których będziemy słuchać w wieku 40, 60 lat, kilkanaście lat po tym fakcie, bo to zawsze wspomnienie tamtego okresu.

Adele - 21Przechodząc już do ostatniego wątku, w takim razie do jakich płyt będziemy czuć sentyment za 20 lat? W komentarzach omawianego artykułu można znaleźć część tej odpowiedzi. The National, Wilco, Iron & Wine, Sufjan Stevens, ale także Adele albo, jak sam autor pisze, Katy Perry. Nie ma czego się wstydzić. Popkultura rządzi się własnymi prawami i słuchamy niektórych rzeczy czy tego chcemy czy nie. Sam mam ogromny sentyment do Lady Gagi, która była ścieżką dźwiękową mojego liceum. Kiedy spojrzymy sobie na aktualną scenę muzyczną, to wymienienie Adele nie jest tu przypadkowe. Artystka, która sprzedała niebotyczną liczbę albumów, jak na czasy, w których nagrywa na pewno będzie symbolem tej ery muzyki. Tak samo jak Justin Bieber, jak Justin Timberlake, jak David Guetta, jak Rihanna, wreszcie jak Queens of the Stone Age, Jack White czy, wciąż, Radiohead. Dzisiejsza scena muzyczna jest na tyle ogromna, że nie można, tak jak Robin Hilton, spłaszczać jej do nostalgii względem “synth-popu, saksofonowych solówek” i innych konkretnych trendów, które może i królują w obecnej muzyce, ale nie w gustach konkretnych słuchaczy.

m833Może to zabrzmieć banalnie i oczywiście, ale upodobania indywidualnych odbiorców muzyki są przeróżne i tak samo jak nie każda osoba żyjąca w latach 90. musiała nosić flanelowe koszule, tak samo osoba żyjąca w latach 00. lub 10. nie musi teraz nosić ray-banów. Do czego sam będę wracał z sentymentem za 20 lat? Leonard Cohen? LCD Soundsystem? M83? Nie mam pojęcia, bo tak naprawdę nie ode mnie to zależy, a raczej od tego, jaka płyta została sprzężona z konkretnymi wspomnieniami, uczuciami, emocjami. W takim wypadku to właśnie ten artysta, ta płyta i ta piosenka będą niejako furtką do odwzorowania, przywołania tamtego stanu, tamtych chwil.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close