Vampire Weekend – Modern Vampires of the City

Vampire-Weekend-Modern-Vampires-Of-The-CityPrzyznaję, jakoś nigdy Vampire Weekend mnie nie ruszało, nie rozumiałem tego fenomenu, w ogóle. Jasne, słyszałem ich pierwszy album i jakoś mnie nie zachwycił. Fajne, przyjemne piosenki, ciekawy pomysł na zespół, ale to wszystko nie zapadło mi w pamięć. Tymczasem nowojorczycy zaczęli podbijać świat i zostali okrzyknięci nową rewelacją muzyki. Później, po dwóch latach, przyszedł czas na ich drugi album, Contra. Dalej nie rozumiałem tego szału. Znowu fajne piosenki, ale jakieś takie bez wyrazu, tak więc praktycznie pominąłem tę płytę. Kiedy więc ogłoszono, że Vampire Weekend planuje wydać trzeci krążek to znowu mnie to nie ruszyło.

Sytuacja troszkę się zmieniła, kiedy usłyszałem pierwszy singiel – “Diane Young”. Wiadomo, numer przypomina wcześniejsze dokonania grupy, ale jest zdecydowanie odważniejszy, zawiera w sobie dużo interesujących rozwiązań, które jakoś we wcześniejszej twórczości grupy nie rzucały się w uszy. Drugi singiel, “Ya Hey”, po pierwszym przesłuchaniu w ogóle nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, uznałem, że jest przekombinowany, wydumany, średni… Ale do tego wątki jeszcze wrócę. Tak to właśnie doczekałem do premiery albumu Modern Vampires of the City, który pojawił się na półkach sklepowych 14 maja.

Nie czekałem na niego, nie miałem też zamiaru niezwłocznie się z nim zapoznać, ale to, co się zaczęło dziać w internecie zmusiło mnie do posłuchania. Wszystkie serwisy muzyczne zaczęły się zachwycać nad płytą, od razu uznając ją za najlepsze wydawnictwo w karierze zespołu i jeden z najlepszych albumów roku. Wiadomo, nie ma co patrzeć na Pitchforka, który bardzo często daje oceny z kosmosu, pławiąc się w swoim snobizmie, ale Rolling Stone, czy Slant też podzielili zachwyty. Najlepiej spojrzeć na ocenę Metacritic, która aktualnie wynosi aż 84 na podstawie 47 recenzji. Zabrałem się więc za słuchanie Modern Vampires of the City z całym moim sceptycznym nastawieniem, mając na uwadze te wszystkie oceny. Muszę przyznać, jak na razie to było to jedno z przyjemniejszych zaskoczeń tego roku.

Ostatnio dosyć często często używam słowa “dojrzałość”, opisując najlepsze muzyczne dokonania tego roku. Vampire Weekend poszli właśnie w tym kierunku. Płyta jest przemyślana, dopracowana, odważna. Nie ma tu prostych, radosnych klimatów, przy których można się, tak po prostu, wybawić na koncercie, poskakać, po czym zapomnieć. Nowojorczycy, po doświadczeniach, związanych z poprzednimi płytami stali się zespołem poważnym, który jest stać na stworzenie albumu, którego nie będzie się tylko przyjemnie i płytko słuchać, ale także będzie zaawansowany artystycznie, tak kompozycyjnie, jak i tekstowo.

Pierwsze dwa albumy przyniosły ogromny sukces komercyjny, który spowodował małe zagubienie zespołu. Po trasie, promującej Contrę, panowie zrobili sobie przerwę, każdy poszedł we własnym kierunku, po to, żeby z czystym umysłem zdecydować się na nagranie kolejnego albumu. Słychać tę przerwę, którą sobie zrobili, słychać ten oddech pomiędzy Vampire Weekend i Contrą, a Modern Vampires of the City, zdecydowanie. Zespół się rozwinął, poszedł w poważniejsze klimaty, tworząc bardziej rozbudowany album, który nie tylko cieszy, ale również porusza. Nie chodzi mi tylko o muzykę, chodzi o całokształt. Dźwięki świetnie współgrają tutaj z bardzo często refleksyjnymi tekstami, które nie mówią o imprezowaniu do rana, hektolitrach alkoholu i czerwonych kubeczkach, ale o metafizycznych aspektach miłości, więzi międzyludzkich, śmierci czy nawet o kwestiach teologicznych. Dodajmy do tego niecodzienną produkcję, budującą ciemniejszy, mroczniejszy klimat i wyjdzie nam album poważny, głęboki, a przy tym coś, czego można słuchać z przyjemnością i zaangażowaniem.

Jeśli miałbym wybierać elementy, które najlepiej oddają klimat Modern Vampires of the City, to na pierwszym miejscu wybrałbym… okładkę. Genialnie oddaje zawartość, z całym swoim mrokiem, niepewnością i refleksyjnością. Przedstawia ona zdjęcie Nowego Jorku z 1966, kiedy to w wyniku panującego tam smogu zmarło 169 osób. Poza tym, oczywiście utwory. Kompozycja, która otwiera album, “Obvious Bicycle”, mimo to, że w swoim charakterze teoretycznie pozytywna, to pokazuje jaką metamorfozę przeszedł ten zespół i jak interesujące rozwiązania mogą zastosować. Po drugie, “Step”, trzeci numer na płycie, jeszcze bardziej rozwija ideę, zamysłu brzmieniowego płyty. Tekst, mimo to, że opowiada historię miłosną, tak bardzo ograną w historii muzyki, to robi to w sposób niebanalny i, po raz kolejny, dojrzały. Kolejny i chyba najważniejszy moment płyty to sama końcówka, czyli trzy ostatnie, absolutnie fenomenalne kompozycje. Mowa tu o “Ya Hey”, “Hudson” i “Young Lion”. Tak, mówię o “Ya Hey”, o tym samym utworze, którego absolutnie nie strawiłem na początku. Kompozycja ta, chyba najbardziej złożona na całej płycie, świetnie przemyślana z genialnym tekstem, omawiającym relacje z Bogiem (tytuł to nawiązanie do Yahweh). Niesamowita sprawa, absolutnie jedna z najlepszych kompozycji roku, do czego doszedłem dopiero po kilkunastu przesłuchaniach. “Hudson” wprowadza słuchacza jeszcze głębiej w refleksje i mroczny klimat, co skonkludowane jest krótką codą w postaci “Young Lion”, świetnie kończącą świetny album.

Tak samo jak zmieniłem zdanie na temat “Ya Hey”, tak samo zmieniłem zdanie na temat Vampire Weekend. Zespół, który nagrywał proste, przebojowe numery, stał się dojrzały i poważny, który jest w stanie nagrywać zaawansowane artystycznie płyty. Modern Vampires of the City można zarówno słuchać dla przyjemności, gdzieś przy okazji, jak również z tekstami przed oczami i analizując każdą minutę, by wychwycić wszystkie smaczki. Trzeci album w dyskografii Vampire Weekend to dzieło, które trzeba posłuchać. Nie jest najlepsze w tym roku, nie przełamuje kolejnych barier gatunkowych, ale jest niesamowite wartościowe, pod względem klimatu, tekstów i jako sprawozdanie ze spektakularnej ewolucji zespołu z dużym potencjałem na wielkie artystyczne osiągnięcia.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s