Queens of the Stone Age – …Like Clockwork

qotsaKażda ich płyta to wydarzenie, każda ich płyta to fenomen i pewnego rodzaju kamień milowy we współczesnym rocku. Nie ma w tym zbytniej przesady. Kiedy spojrzymy na to, co Queens of the Stone Age wyrabiali przez ostatnie 15 lat, to z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że stworzyli nowe standardy, iście fenomenalne płyty. Jasne, były słabsze momenty, ale to tylko część legendy, jaką stworzyli. Nie chcę was zanudzać tutaj historią QotSA. Warto wspomnieć tylko kilka najważniejszych faktów, jeśli ktoś w ogóle nie ma pojęcia co to za zespół. Mają na koncie 6 albumów studyjnych, pierwszy wydali w 1998 roku, więc już troszkę funkcjonują na scenie. Najsłynniejszymi są R z 2000 roku i Songs for the Deaf z 2002 roku, które wniosły bardzo dużo dobrego do muzyki rockowej. Przez wielu uważane za współczesne arcydzieła, które już teraz, po tych kilkunastu latach od premiery już zyskały sobie miano klasyków. Mało tego, każda następna płyta, którą nagrywali była tak samo dobrze przyjmowana przez krytyków i zachwycała na swój sposób. Tu nie chodzi tylko o walory samej muzyki, ale w dużej mierze także o klimat, mroczną atmosferę otaczającą każdy utwór, a także bardzo, bardzo charakterystyczny styl. Jak leci QotSA to wiadomo, że to QotSA, nie można ich pomylić z żadnym innym zespołem. Nic więc dziwnego, że zaraz jak ogłosili, że nagrywają nową płytę cały świat oszalał. Jedno z najbardziej oczekiwanych wydawnictw tego roku, szósty album studyjny Queens of the Stone Age pt. “…Like Clockwork” będzie miał swoją premierę 3 czerwca. Ja już się z nią zapoznałem i chcę powiedzieć co o tym wszystkim myślę.

Jasne, możecie mnie posądzić o brak obiektywizmu w ocenie tej płyty. Nie ukrywam, że od wielu lat jestem fanem QotSA i uważnie przyglądam się każdemu ich wydawnictwu. To ma swoje plusy i minusy. Na rzecz mojego obiektywizmu może działać to, że w związku z moim ogromnym przywiązaniem do ich muzyki, jestem też o wiele bardziej krytyczny wobec ich twórczości. Niemniej, chcę podjąć się ocenienia tego wydawnictwa. Jest co oceniać. To nie tylko album. Razem z całą otoczką, którą wytworzyli działaniami promocyjnymi, to już bardziej wydarzenie, a nie zbiór pojedynczych utworów. Najpierw były ogłoszenia jacy goście pojawią się na płycie. Zaczęło się od wokalisty Scissor Sisters Jake Shears, później Trent Reznor, Wielki David Grohl (powracający jako główny perkusista), Alex Turner, Mark Lanegan, Alain Johannes, Jon Theodore, Nick Olivieri, a nawet Elton John. Powiedzcie, jak tu nie czekać na taki album. Kilka tygodni przed premierą zaczęły pojawiać się krótkie animowane filmiki zwiastujące …Like Clockwork. Wtedy już wiadomo było, że jest na co czekać. Bardzo, bardzo mroczne animacje z nową, kolejną odmianą muzyki QotSA. Dość wstępu. Pora przejść do meritum, do muzyki.

Każda osoba, która jako tako orientuje się w twórczości QotSA wie, że panowie nigdy nie stali w miejscu. Z każdą płytą, z każdą zmianą składu, z każdym rokiem ewoluowali. Niby grają w tym samym, stoner rockowym stylu, ale za każdym razem nieco inaczej, za każdym razem wybierają nieco inną trasę, inne brzmienia. Począwszy od surowego charakteru debiutu, przez bardzo złożoną konstrukcję SftD, niesamowicie mroczne Lullabies to Paralyze i sterylną oraz mechaniczną Erę Vulgaris (przepraszam, sam nie wiem jak to określić, EV trzeba posłuchać samemu). No więc co dostaliśmy na nowej płycie?

Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że …Like Clockwork była nagrywana w zupełnie innym składzie niż poprzednie albumy. Z oryginalnego składu, z 1998 roku nie ma oczywiście nikogo poza Joshem Homme. Z okresu Ery Vulgaris pozostał tylko Troy Van Leeuwen, drugi gitarzysta. Ze składu odpadł perkusista Joey Castillo, jego miejsce zajął Grohl, bas do rąk wziął Michael Schuman, a klawiszami zajął się Dean Fertita. Homme, Van Leeuwen, Fertita, Castillo i Schuman grali już ze sobą na trasie po Erze Vulgaris, ale dopiero teraz mogli zasiąść, żeby wspólnie nagrać nowy materiał (nawet Castillo brał udział w sesjach mimo oficjalnego końca kariery w zespole). Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że Schuman odegrał ogromną rolę przy tworzeniu albumu. Bas od zawsze był w QotSA ważny, na tym albumie świetnie to słychać, zwłaszcza, że Schuman jest, mimo bardzo młodego wieku, znakomitym i dojrzałym muzykiem. Pojawienie się Fertity również zmieniło podejście zespołu do kompozycji. O wiele wyraźniej słychać klawisze, bardzo często pojawiają się syntezatory. Warto też zaznaczyć, że kiedy Fertita nie zajmuje się klawiszami to pełni funkcję trzeciego gitarzysty, co również słychać. Bardzo często mamy do czynienia z wykorzystaniem trzech gitar, co sprawia wrażenie jeszcze potężniejszego brzmienia (np. w refrenie i końcówce “I Appear Missing”). O Grohlu nie ma nawet co pisać. Ten jeden z najważniejszych muzyków naszego pokolenia wyczynia na płycie cuda, które idealnie wpisują się w całość płyty.

Tyle jeśli chodzi o absolutne podstawy, żeby móc odpowiednio wprowadzić was w kontekst albumu. Przechodząc już do samej zawartości szóstego krążka Queens of the Stone Age… Zacznę od szybkiego przelotu przez wszystkie kompozycje na albumie, po czym przejdę do głębszej analizy całości. Płytę rozpoczyna utwór “Keep Your Eyes Peeled”, ciężki, wolny riff, który na pierwszy rzut oka przypomina dwie wcześniejsze kompozycje QotSA, chodzi mi oczywiście o Mexicolę i Turnin on the Screw. Podobnie jak na Erze Vulgaris, tak samo tutaj mamy zgranie uderzeń perkusji z uderzeniami gitary i basu. Bardzo charakterystyczna sprawa dla poprzedniego krążka grupy (Turnin on the Screw, Sick Sick Sick, Misfit Love itd.). Jest bardzo ciężko, można powiedzieć, że wręcz metalowo… no i oczywiście mrocznie (odgłosy rozbijanego szkła na początku). Od pierwszego przesłuchania bardzo zastanawia i zaskakuje przejście przed szybszą częścią utworu, które jest niesamowicie złożone i skomplikowane kompozycyjnie jak na QotSA. To od razu wskazuje, że będziemy mieć do czynienia z bardzo skrupulatnie przemyślanym dziełem. A to tylko początek. Kolejnym utworem jest “I Sat By The Ocean”, który jest potencjalnym singlem. Przebojowy numer, dobrze się słucha, na myśl przywodzi takie kompozycje jak In My Head czy I Never Came, klimat lżejszych numerów z LtP czy R. Trzeci numer na płycie, “The Vampyre Of Time And Memory” przypomina mi, nie wiedzieć czemu, dokonania Eltona Johna z Goodbye Yellow Brick Road. Może to przez ten syntezator żywcem wzięty z Funeral for a Friend… W każdym razie, rasowa ballada, również bardzo złożona. “If I Had a Tail” za to trafia do tego samego worka co “I Sat By the Ocean”. Luźny, fajny numer, którego dobrze się słucha, mroczny refren. Bez jakiegoś wielkiego szału, ale wkręca się do głowy za którymś razem. Prawdziwa zmiana przychodzi z piątym utworem na płycie, pierwszym singlem “My God is the Sun”. Tak skomplikowanych utworów Queens of the Stone Age nie mają za dużo w swoim repertuarze. Mocne uderzenie, ciężki utwór, masa zmian tempa, ciężkich przejść perkusyjnych, a mimo to utwór tworzy spójne i bardzo wyraźne 3 minuty świetnej muzyki. Odważny wybór na pierwszy singiel, ale utwór znaczący w kontekście całości albumu. Po nim przychodzi czas na “Kalopsię”, mroczną balladę z niesamowitym refrenem i krzyczącym Trentem Reznorem. Świetna, chwilami nawet jazzująca zwrotka, przeistaczająca się w mocny, manifestacyjny refren. Na kolejnym, “Fairweather Friends” można usłyszeć prawie wszystkich gości, którzy mieli uczestniczyć w sesjach nagraniowych, jest Nick Olivieri, jest Trent Reznor, jest wreszcie Elton John. Kolejny bardzo dobrze przemyślany utwór, który co prawda nie wbija się do głowy za pierwszym razem przez – znowu – swoją złożoność, ale kompozycyjnie jest wyborny. Następny, “Smooth Sailing” ma w sobie bardzo dużo z poprzedniego projektu Homme’a, Grohla oraz John Paul Jonesa, czyli Them Crooked Vulters. Słyszałem opinie krytyków, którzy przyrównują go do utworu Caligulove czy Gunman. Trochę prawdy w tym jest, ale przede wszystkim to rasowe Queens of the Stone Age z masą gitar (trzy gitary na końcu w krótkim, 30-sekundowym przejściu są absolutnie niesamowite). Przed ostatnim utworem na płycie jest “I Appear Missing”, sześciominutowa kompozycja, która idealnie oddaje klimat, który można spotkać na całej płycie. Piosenka, złożona z dwóch części, ostra ballada, która miażdży swoją siłą wyrazu i przejmującym klimatem. Na koniec Queens of the Stone Age zostawili prawdziwą wisienkę na torcie. Tytułowy utwór, “…Like Clockwork” to jedna z najlepszych ballad, jeśli  nie najlepsza ballada, jaką przyszło im napisać. Co z tego, że brzmi z początku jak “Stay” Rihanny, ale ma w sobie coś niesamowitego. Sam wolę przyrównywać ją raczej do “On an Island” autorstwa Davida Gilmoura. Genialne klawisze, świetna kompozycja.

Powiedziałem wam co nieco co myślę o każdej z kompozycji, a teraz pora na bardziej alternatywną interpretację, analizę albumu jako całości. Zaraz po pierwszym przesłuchaniu, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że Queens of the Stone Age nagrali album smutny. Po prostu smutny, melancholijny. Przez wszystkie lata swojej działalności przyzwyczaili nas raczej do wyrażania frustracji, pędu do wolności, czy mroku. Tutaj mamy raczej coś na wzór niepokoju związanego z samotnością i niepewnymi czasami. Sam Homme powiedział w wywiadzie, że …Like Clockwork to sprawozdanie z bardzo burzliwego roku w życiu każdego z muzyków zespołu. Płyta jest pełna refleksji, nawet w ostrzejszych utworach i ogólnie rzecz biorąc ma wydźwięk pesymistyczny. Nie polecam słuchać jej osobom, które są chwilowo w dołku, niepokój i melancholia zwarta na albumie może tylko pogorszyć sprawę. To jednak nie zmienia faktu, że przez stworzenie płyty smutnej, QotSA otwierają nowy rozdział w swojej działalności i otwierają się także na nowe możliwości, nie zamykają się tylko na ostre brzmienia, ale poszukują, poszukują także w rejonach bardziej pesymistycznych, co o dziwo, może być dla nich bardzo dobrą opcją. Nie ma nic gorszego niż nagrywanie w kółko tego samego, no, chyba, że jest się AC/DC.

Jeśli chodzi o samą wartość tego albumu to osobiście wydaje mi się, że udało im się dobić do poziomu poprzednich płyt, co jest nie lada wyzwaniem. Wiadomo, R czy Songs for the Deaf będzie ciężko im kiedykolwiek pobić, ale wydaje mi się, że na swój sposób stworzyli nowe dzieło. Nie ma też co porównywać do poprzednich płyt, bo LC to troszkę inna bajka niż wszystko, co zrobili przedtem. Najłatwiej chyba tylko wspominać ich najnowszy album w kontekście Ery Vulgaris, bo to stosunkowo najbliższa gatunkowo płyta do LC. Biorąc to pod uwagę mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nagrali album zdecydowanie bardziej spójny i wyrównany od poprzedniczki. Na EV wyraźnie słychać podział na pierwszą i drugą stronę. W przypadku nowej płyty takiego podziału absolutnie nie ma, płyta jest bardzo ciężka, żeby przebrnąć przez nią za jednym podejściem, ale zdecydowanie warto. Można wtedy dostrzec koncepcję całego albumu, nagranego jako całość, ze świetnie ułożonymi utworami, płynnymi przejściami, bardzo dobrą konstrukcją opowieści.

…Like Clockwork to płyta wybitna. To nie ulega wątpliwości. Każdy kto je ma, powinien je stracić po 4-5 przesłuchaniu. To prawda, że album ten jest niesamowicie ciężkostrawny, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że bardziej ciężkostrawny od Ery Vulgaris, ale poziomem, nawet jeśli nie dorównuje, to przebija ten album. LC otwiera nowy rozdział w historii Queens of the Stone Age z piosenkami złożonymi, niesamowicie uporządkowanymi i przemyślanymi. Brzmi dojrzale, odważnie i bardzo mocno, jak na zespół z 15-letnim stażem przystało. Jeden z najważniejszych zespołów rocka XXI wieku powrócił w wielkim stylu, z zestawem znakomitych piosenek, których sam będę i mam nadzieję, że wy również będziecie słuchać z ogromną przyjemnością przez następne tygodnie, miesiące, lata, tak jak to miało miejsce z wszystkimi poprzednimi albumami tej grupy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close