The Best of 2011

Muzyczne podsumowanie 2011 roku

50 najlepszych albumów 2011 roku

Dokładnie rok temu pisałem, że dla muzyki 2010 był bardzo łaskawy. Mieliśmy kilka naprawdę porządnych płyt, które pozostaną na lata. Niektóre z nich na dobrą sprawę doceniłem dopiero na przestrzeni miesięcy po podsumowaniu. Tak było chociażby z the Suburbs zespołu Arcade Fire, która była mi wyjątkowo bliska i z pewnością wygrałaby podsumowanie na moją płytę roku gdyby nie brać pod uwagę daty wydania, a obok niej w czołówce pewnie pojawiłyby się takie dzieła jak Pink Floyd – The Wall, Adolph Deutsch – The Apartament, czy Joe Hisaishi – Princess Mononoke. Tymczasem, minął kolejny rok i ku mojemu zachwytowi 2011 okazał się jeszcze lepszy. Doczekaliśmy się wielu albumów wybitnych, jak i po prostu bardzo dobrych. Czy klasyków? To się okaże. Miejmy nadzieję, że wiele z nich podzieli los albumu the Suburbs, który dzisiaj z całą odpowiedzialnością nazywam klasyką. W takim gąszczu świetnych dokonań strasznie trudno to wszystko uporządkować i stworzyć listę, podzielić na te dobre, lepsze i najlepsze. Dlatego, tak jak w poprzednich latach nie układam listy najlepszych albumów, ale moich ulubionych na dzień dzisiejszy. Chciałbym wskazać i polecić wam 50 albumów wydanych w tym roku, które są najzwyczajniej w świecie warte przesłuchania.


1. Tom Waits – Bad As Me

Tom Waits powrócił… i to w jakim stylu! Kalifornijski muzyk nagrał płytę składającą się z 13 utworów, co daje 44 minuty i 33 sekund i tysiące niezapomnianych wrażeń. Album niesamowicie zróżnicowany, brzmi jak składanka dobrych przebojów, co ma swoje lepsze i gorsze strony. Tych drugich jednak nie widać prawie w ogóle. Bad As Me zachwyca perfekcyjnością wykonania i genialną prostotą, a przede wszystkim niesamowitymi kompozycjami. Najlepsza płyta Waitsa od Alice z 2002 roku? Na pewno. Jedna z najlepszych płyt Waitsa w jego dyskografii? Możliwe, możliwe…


2. Kate Bush – 50 Words For Snow

Album ten od momentu pierwszego przesłuchania zaintrygował. Z miejsca wskoczył do listy najlepszych płyt roku i przez kolejne półtorej miesiąca wędrował w górę. Za każdym przesłuchaniem odkrywa się w nim coś innego, za każdym razem podoba się coraz bardziej, za każdym razem zachwyca. Z początku myślałem, że nie dorównuje genialnemu Aerial z 2005 roku, ale później zdałem sobie sprawę z bezsensowności porównań. Ten album jest zupełnie inny, wybitny na swój sposób. Minimalizm, szczerość i piękno, właśnie dlatego po 50 Words For Snow będę sięgał jeszcze nie jeden raz.


3. Metronomy – The English Riviera

Co tu dużo mówić, 11 bardzo dobrych kompozycji. Brzmi niesamowicie spójnie, ale również różnorodnie. Oryginalne brzmienie, świetne melodie, błyskotliwy pomysł na płytę zrealizowany na miarę czołówki muzycznych dokonań ostatnich lat. Praktycznie nie da się oderwać od słuchania większości utworów. Jest to prawdziwa kopalnia pomysłów i genialnych kompozycji, do realizacji których nie trzeba było wiele poza wyobraźnią i talentem.


4. Foo Fighters – Wasting Light

Po prostu porządna rockowa płyta. Bez zbędnego kombinowania, bez dumania, bez niepotrzebnego upiększania. Rock w czystej postaci, płyta wybitna. Nie ma tu ani jednej słabej piosenki, praktycznie każda mogłaby być singlem i podbijać listy przebojów, a to wszystko bez uszczerbku na swoim czysto-rockowym charakterze. Takich albumów niestety brakuje, z melodiami, z chwytliwymi riffami, z dobrym zespołem. Tej płyty po prostu dobrze słucha! Dla fanów muzyki rockowej, jak i ogólnie rozrywkowej lektura obowiązkowa.


5. Danger Mouse & Daniele Luppi – Rome

Od samego początku, kiedy dowiedziałem się o istnieniu tego projektu, strasznie mnie zaciekawił. Dwóch panów spotkało się by zrobić album klimatyczny, gdzie atmosfera będzie czynnikiem wiodącym. I udało się. Nie ukrywam, przez większość roku ta płyta piastowała pierwsze miejsce w moim podsumowaniu. Z czasem zacząłem dostrzegać, że być może na rzecz klimatu zrezygnowano z jakości kompozycji. Jest w tym szczypta prawdy, ale na szczęście tylko szczypta. Album ten uważam za rzecz genialną od samego początku do końca i z całego serca polecam każdemu.


6. M83 – Hurry Up, We’re Dreaming

Nie mam pojęcia jak opisać ten album. Przy takim ogromie przedsięwzięcia słowa stają się takie małe. Od momentu kiedy pierwszy raz usłyszałem M83, widziałem, że projekt ten będzie dla mnie wyjątkowy. Poprzednia płyta tego niezwykłego projektu zauroczyła, ta zachwyciła. Rozmach albumu o snach i marzeniach może czasami przytłaczać, ale jakże cudowne jest to przytłoczenie. Czuć w powietrzu piękny zamysł, a piękne wykończenie wieńczy arcydzieło. Długie, pełne, przepełnione co najwyżej emocjami.


7. PJ Harvey – Let England Shake

Krytycy powiedzieli o tej płycie chyba wszystko co się dało. Mi wypada tylko przytaknąć i potwierdzić, że PJ po raz kolejny utwierdziła swoją pozycję w historii muzyki rozrywkowej. Wyjątkowa postać tworzy wyjątkową płytę, obok której nie sposób i nie należy przejść obojętnie. Album o czymś, z przesłaniem, niosący treść, takich albumów też brakuje. Tym bardziej należy pogratulować PJ takiego dokonania i na dodatek odniesienia ogromnego sukcesu.


8. The Roots – undun

Hip-hopowy majstersztyk. Ryzykownym może być stwierdzenie, że Roots nagrali swój opus-magnum, ale coś w tym jest. Może i nie ma tutaj utworu na miarę wygrywania na listach przebojów, ale jest za to niezwykła głębia treści i dźwięków. Nie ukrywam, ten album jest ciężki, ale za to jak dobry. Nie ma tu słabej piosenki, ba, nie ma tu piosenki dobrej, tylko same bardzo dobre czy wybitne. Wszystkie ze sobą wspaniale współgrają, a całość wstrząsa i porusza.


9. Bon Iver – Bon Iver

Nie ukrywam, pierwsza płyta z początku mnie nie porwała, dlatego do drugiej podchodziłem z rezerwą… i jakież to było pozytywne zaskoczenie. Co za klimat, co za kompozycje, co za zmysł twórczy! Powróciłem do pierwszej płyty i z pokorą przyznaje, że jest bardzo dobra, ale druga… Kilka utworów z Bon Iver jest absolutnymi majstersztykami. Nie pozostaje nic innego jak puścić i słuchać, sama przyjemność.


10. Bjork – Biophilia

Bjork ma to do siebie, że lubi ryzykować, a tym samym zaskakiwać. Tym razem nie było inaczej. Utwory wypuszczane przed premierą napawały optymizmem i gdy album ujrzał światło dzienne uszom ukazał się album… specyficzny, wyjątkowy, niezwykły. Dużo tu kombinowania, eksperymentów, może za dużo, ale ma to wszystko swój cel, który został osiągnięty. Według mnie jest to najlepsza płyta Bjork od czasu Vespertine. Kompozycje zapierają dech w piersiach, wszystkie.


11. Florence and the Machine – Ceremonials

Świetna płyta, niewiele ponad godzina bez słabszego momentu. Ogrom takiej ilości ciekawych dźwięków troszkę przytłacza, co nie zmienia faktu jakim wielkim osiągnięciem jest to wydawnictwo. Jeśli do rudowłosej pani z zespołem nie przekonała ich debiutancka płyta, ta powinna. Bardzo, bardzo dobra płyta.


12. Iron & Wine – Kiss Each Other Clean

Iron & Wine uwielbiam od pierwszych dźwięków Lion’s Mane z debiutu. Artysta niezwykły, który nową płytą potwierdził moje upodobania. Tym razem poszedł w nieco rozbudowane i jeszcze bardziej przystępne kompozycje, co wcale mu nie zaszkodziło, ba, uwypukliło jego wielki talent. Od tego roku będę go uwielbiał aż do ostatnich dźwięków Your Fake Name Is Good Enough For Me.


13. Elbow – Build a Rocket Boys!

Album ten otwiera absolutny majstersztyk tego roku, kompozycja wielka, utwór mistrzowski. Później forma nieco spada, do utworów… świetnych i bardzo dobrych. Płyta nie jest może tak wybitna jak The Birds, ale za to jak wciąga i jaką atmosferę reprezentuje! Uwagę zwraca również kompozytorskie umiejętności zespołu i zamysł płyty, co tworzy niezwykłą całość.


14. Mastodon – The Hunter

Po przesłuchaniu tego krążka teraz mogę już stwierdzić z całą odpowiedzialnością, mamy do czynienia z jednym z najwybitniejszych metalowych zespołów zaczynających karierę i nagrywających w 21 wieku. The Hunter zachwyca niebanalnością, złożonością i po prostu dobrymi piosenkami. Lektura obowiązkowa dla każdego fana cięższego grania i nie tylko.


15. Fucked Up – David Comes to Life

Punk-rockowa opera w czterech aktach opowiadająca o Anglii lat 70tych i 80tych i uczuciu między robotnikiem pracującym w fabryce produkującej żarówki oraz aktywistką. Ambitnie i genialnie. Co za moc! Nigdy nie sądziłem, że kiedyś z prawdziwą przyjemnością siądę i przesłucham niemal 78 minut hardcore punka. Nie znam się co prawda zbytnio na tych klimatach, ale sądzę, że David Comes to Life powinno wejść do absolutnego kanonu. Niesamowite.


16. Katy B – On a Mission

22-letnia pani z Południowego Londynu nagrała album taneczny będący osiągnięciem na skalę światową. Na dwanaście utworów mamy z 10 potencjalnych singli, 55 minut imprezy na każdy gust. Świetny debiut, oby tak dalej. Jakby tego było mało, to koncerty też daje świetne. Nie pozostaje nic, tylko czekać co zrobi na kolejnym krążku.


17. Nosowska – 8

Każda płyta Nosowskiej jest ogromnym wydarzeniem. Tym razem nie było inaczej. Wciąż eksperymentuje, wciąż kombinuje, ale nie przekombinowuje. Na ósemce pojawiły się kompozycje przepiękne. Kasia trzyma niesamowitą formę. UniSexBlues był albumem wybitnym, N/O pięknym i przejmującym, 8 łączy obydwa i dodaje dużą porcę elektroniki. Czego chcieć więcej.


18. Death Cab for Cutie – Codes and Keys

Wyczekiwany z wielką niecierpliwością następca genialnej płyty Narrow Stairs. Po trzech latach dostaliśmy może nie równie wielkie dzieło, ale również wgniata w fotel, jak każda płyta panów z Seattle. Jakby tylko ktoś wpadł na to, żeby w końcu spróbować sprowadzić ich do Polski na koncert, cóż to by było za święto. Tymczasem pozostaje posłuchać kolejnej porządnej płyty.


19. Steven Wilson – Grace For Drowning

Niby nic odkrywczego, ale za to jak żre. Każdy fan muzyki tego typu wychwyci tu inspiracje, te najbardziej widoczne King Crimson, ELP czy chociażby Yes. Ale co z tego, że to wszystko już było. Wilson układa z dobrze znanych nut genialne kompozycje i tworzy prawdziwie dobrą (i długą…) płytę.


20. Wilco – The Whole Love

Płyta, która rzutem na taśmę wskoczyła do mojego podsumowania. Przesłuchana już w nowym roku zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie i wydaje mi się, że zasłużenie tu trafiła. Bardzo różnorodna, ale nie chaotyczna. Można tu znaleźć dużo naprawdę fajnych, wkręcających kompozycji. Od YHF może nie jest lepsza, ale jest blisko. To powinno być największym komplementem.


21. Bill Callahan – Apocalypse

22. The Rapture – In the Grace of Your Love

23. Eddie Vedder – Ukulele Songs

24. …And You Will Know Us by the Trail of Dead – Tao of the Dead

25. James Blake – James Blake


26. Arctic Monkeys – Suck It and See

27. TV on the Radio – Nine Types of Light

28. The Streets – Computers and Blues

29. Radiohead – The King of Limbs

30. Kate Bush – Director’s Cut


31. The Black Keys – El Camino

32. Jay-Z & Kanye West – Watch the Throne

33. Fleet Foxes – Helplessness Blues

34. Metallica & Lou Reed – Lulu

35. Coldplay – Mylo Xyloto


36. Deerhoof – Deerhoof vs. Evil

37. The Joy Formidable – The Big Roar

38. The Kills – Blood Pressures

39. Red Hot Chili Peppers – I’m With You

40. The Lonely Island – Turtleneck & Chain


41. Mogwai – Hardcore Will Never Die, But You Will

42. The Go! Team – Rolling Blackouts

43. Crystal Castles – II

44. Gorillaz – The Fall

45. The Field – Looping State of Mind


46. Lady Gaga – Born This Way

47. Noah and the Whale – Last Night on Earth

48. Brian Wilson – In the Key of Disney

49. Justice – Audio, Video, Disco

50. Hercules and Love Affair – Blue Songs



25 najlepszych kompozycji 2011 roku

Zasady takie same jak w zeszłym roku. Biorę pod uwagę tylko jedną piosenkę danego artysty. Zastrzegam sobie również prawo pominięcia niektórych utworów… ile płyt, a co dopiero ile utworów wartych zauważenia! Dlatego też lista jest tak krótka, po prostu moje ulubione piosenki zeszłego roku.


1. Elbow – Birds

Za wybitność kompozycyjną i wydobycie ze słuchacza niepojętych połaci wrażliwości.


2. Bon Iver – Beth / Rest

Za nagranie utworu genialnego w stylu, który zamiast razić zachwyca.


3. Metronomy – We Broke Free

Za oryginalność, brzmienie, melodię i nade wszystko pomysł.


4. M83 – Midnight City

Za stworzenie prawdziwego hymnu, za masywność, prostotę i solidny uchwyt za serce.


5. Kate Bush – Snowed in at Wheeler Street

Za moc przy użyciu minimalnych środków, szczerość, świetny duet i piękno kompozycji


6. The Rapture – How Deep Is Your Love?

Za utwierdzenie w przekonaniu, że w dalszym ciągu na świecie powstają genialne taneczne utwory przy użyciu nieelektronicznych instrumentów.


7. Sade – Love is Found

Za piękny mrok i atmosferę.


8. Steven Wilson – Postcard

Za wzruszenie bez sztampowości i sztucznej ckliwości.


9. Nosowska – Kto?

Za tworzenie genialnych polskich utworów klasy światowej.


10. Lana Del Rey – Video Games

Za pokazanie, że na świecie wciąż młodzi są zdolni do tworzenia piękna przy użyciu akordów i melodii.


11. The Throne – Why I Love You

12. Danger Mouse & Daniele Luppi – Roman Blue

13. Florence + the Machine – Seven Devils

14. Rihanna – We Found Love

15. Foo Fighters – Walk


16. Coldplay – Every Teardrop Is a Waterfall

17. Mastodon – Curl of Burl

18. Bjork – Sacrifice

19. Iron and Wine – Your Fake Name Is Good Enough For Me

20. Katy B – Go Away


21. Death Cab for Cutie – Home is a Fire

22. Radiohead – Codex

23. PJ Harvey – On Battleship Hill

24. Gotye – Somebody That I Used to Know

25. Justice – Civilization



5 najlepszych koncertów 2011 roku

Co roku myślę, że lepiej być już nie może i co roku to samo, jest jeszcze lepiej. To co mnie spotkało w 2011 roku jest dla mnie do dzisiaj niepojęte. Widziałem na żywo tyle niesamowitych koncertów, doświadczyłem tylu emocji, wzruszeń i radości, że nie potrafię słowami tego opisać. Nic tylko wspominać… te jednak zachowam dla siebie.


1. Sufjan Stevens @ Teatr Polski, Warszawa, 05.05.11

2. Roger Waters @ Atlas Arena, Łódź, 18.04.11

3. M83 @ Ars Cameralis 2011, Jazz Club Hipnoza, Katowice, 27.11.11

4. Prince @ Heineken Open’er Festival, Gdynia, 02.07.11

5. Arcade Fire @ Torwar, Warszawa, 24.06.11


Godne wyróżnienia:

Coldplay @ Heineken Open’er Festival, Gdynia, 30.06.11

deadmau5 @ Heineken Open’er Festival, Gdynia, 03.07.11

Kanye West @ Coke Live Music Festival, Kraków, 20.08.11

The Streets @ FreeFormFestival, Warszawa, 15.10.11

Pulp @ Heineken Open’er Festival, Gdynia, 01.07.11

Katy B @ Burn Selector Festival, Kraków, 04.06.11

Caribou @ Heineken Open’er Festival, Gdynia, 30.06.11

Bill Callahan @ Ars Cameralis 2011, Teatr Rozrywki, Chorzów, 12.11.11

Primal Scream @ OFF Festival, Katowice, 07.08.11

Omar Souleyman @ OFF Festival, Katowice, 05.08.11


Inna liga:

Joe Hisaishi @ Hala Ocynowni ArcelorMittal Poland, Kraków, 19.05.11

Steve Reich @ Hala Ocynowni ArcelorMittal Poland, Kraków, 11.09.11


Pozytywne zaskoczenie:

Pulp @ Heineken Open’er Festival, Gdynia, 01.07.11

Katy B @ Burn Selector Festival, 04.06.11

Rihanna @ Atlas Arena, Łódź, 06.12.11

Fenech-Soler @ FreeFormFestival, Warszawa, 15.10.11

Dry the River @ OFF Festival, Katowice, 06.08.11

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s